poniedziałek, 23 grudnia 2013

Prolog

Świąteczny nastrój. Wszędzie porozwieszane światełka, choinki upchnięte w miejscach, w których wcale nie powinny się znajdować, zakłopotani ludzie biegający po centrach handlowych z chęcią znalezienia idealnego prezentu. Aż się roi od sprzedawców próbujących wcisnąć Ci jakieś badziewie w ramach świątecznych promocji.Zamiast zdobyć się na rozważania na temat sensu naszej wiary oraz ludzkiego istnienia potrafimy jedynie zmusić się do przedwczesnego ubrania choinki oraz rozwieszenia (również przedwcześnie) lampek ozdabiających nasz dom. W zasadzie świąteczne ozdoby nie tylko przystrajają nasze ogródki, ale całe ulice miast.
Wy się tym zachwycacie, a ja tym po prostu rzygam.
Mam na imię Kei i nie jestem największym fanem tej całej komercji, potocznie nazywanej Świętami Bożego Narodzenia.
Kolejna przeprowadzka. To już chyba czwarta w tym roku! Mógłbym śmiało rzecz, że to już się staje rutyną.
Nowa szkoła. Nowe obowiązki. Nowi ludzie.
 




Jedyne, na co teraz zwracam uwagę, to nauka, co sprawia, że nawet nie mam czasu na wyjście na spacer z Oni, który ujada już z pół godziny pod drzwiami. Rzucanie papierowymi kulkami w tego potwora nic nie daje: jest wyraźnie zdeterminowany. Niech mi wszyscy dadzą święty spokój, bo nie ręczę za siebie. Zostały trzy dni do egzaminu semestralnego, a ja, reprezentantka szkoły we wschodniej Yokohamie, nie jestem w chwili obecnej pewna, ile to 2+2.Dodatkowo mam wrażenie, że w tym roku nauczyciele postanowili szczególnie się na mnie zemścić, bo tego materiału jest tyle, że nie zdążę nawet tego przekartkować do końca swojego marnego życia.
Znudzona spoglądam za okno, a moją uwagę przykuwają małe kryształki lodu na oknie. Odsłaniam nieco zasłonę, na zewnątrz jest wręcz biało. A ja do tej pory tego nie zauważyłam! Jak co roku zaczynam cieszyć się jak dziecko z pierwszego śniegu.
Spoglądam na okno, na zeszyt, jeszcze raz na okno i na zeszyt. Walczę z własnym sumieniem, ale w końcu wzdycham, poddając się i wybiegam razem z moim psem na ulicę. Mam na sobie jedynie kapcie i mało atrakcyjny szary dres, ale wcale nie jest mi zimno. Śmieję się i zaczynam obracać, czując, jak płatki śniegu opadają mi na twarz. Jak ja za tym tęskniłam...
Robię krok do tyłu, co powoduje, że zderzam się z czymś twardym i ciepłym i ślizgając się na świeżo zamarzniętym chodniku, tracę równowagę i upadam na tyłek. Na chwilę tracę świadomość, po czym potrząsam głową i spoglądam w górę, wprost na twarz chłopaka, który musiał być przyczyną mojej gleby.
Zauważam w nim coś niezwykłego. Nie jest to jego ubiór ani nawet fruzura. Oczy chłopaka całkowicie pozbawione są blasku. Są koloru kruczoczarnego, co sprawia, że wyglądają, jakby nie miały dna. Można by się było w nich po prostu zgubić.
-Do prawdy, naucz się używać mózgu.- wzdycha, jakby był nie wiadomo kim, ale uprzejmie podaje mi rękę i pomaga mi wstać. Nie powoduje to, że nie mam mu za złe dociekliwego komentarza.
-Ja chociaż go mam, ty...- staram się dobrze ubrać słowa, ale jedyne, co teraz chodzi mi po głowie, to kolor jego tęczówek. Jak to możliwe, że są aż tak czarne? Oh...
-Ty...?- patrzy na mnie uważnie, chcąc, abym dokończyła. Skupiam wzrok na jego nosie, aby uciec od oczu.
-Ty snobie- prycham.
-Wybacz mi, madame, ale ja przynajmniej nie mam na sobie kapci w temperaturze -15 C.
-Masz coś do moich kapci?!- spoglądam na nie i zdaje sobie sprawę, że sama coś do nich mam. Swoim kształtem przypominają dwa, puchate króliczki. Zauważam również, że chłopak trzyma w ręce papiery kwalifikacyjne z logiem szkoły we wschodniej Yohohamie.
-Mhm.- przechodzi obok mnie- Wesołych świąt życzę.- po chwili znika mi z pola widzenia.





2 komentarze:

  1. Jak ty ładnie piszesz *-*
    Czekam na więcej C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz taki niesamowity, luźny sposób pisania =)
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń