-No ja pierdzielę. Tym razem obleję. Zobaczycie, nie zdam!- muszę przyznać, że powitanie Ayame było dosyć nietypowe. Chociaż w końcu dzisiaj dzień egzaminów semestralnych i na korytarzu co drugie słowo da się usłyszeć wzmianki z łaciny kuchennej, czy chociażby myśli samobójcze.
-Aż tak źle poszło?- pyta Neko, jednocześnie spoglądając w ekran telefonu bez cieniu emocji na twarzy.
-Żartujesz sobie? Kończyłam pierwsze zadanie, kiedy stwierdzili, że koniec czasu. A tak właściwie to wątpię, czy nawet to zrobiłam w miarę okej.- wzdycha, po czym obraca się w stronę ściany- Kocham Cię, matematyko!- krzyczy na cały korytarz i kopie nogą w ścianę, co sprawia, że wzrok wszystkich obecnych pada na nas.
-Uhm... Dlaczego w sumie nie poprosisz Usuiego o pomoc? Zawsze był w tym niezły- pytam odgryzając kawałek jabłka.
-Usui...- zamiera, w jednej chwili nieco smutniejąc- Wydaje mi się, że on mnie... nie lubi.- wzdycha.- Jedyne, co robi, to mnie unika.
-Nie lubi...? Ayame, on...
-Idzie- przerywa mi Neko wpół zdania.
Spoglądam na sylwetkę Usuiego przemierzającego korytarz. Większość dziewczyn gapi się na niego i wzdycha, bo trzeba przyznać, że nie grzeszy brzydotą i leci na niego conajmniej 90% części żeńskiej naszej szkoły. Chłopak w ogóle nie zwraca na nie uwagi i zauważając naszą grupkę, macha do nas ręką.
-Ohayo!-wita się, obrzucając uważnym spojrzeniem Ayame- Jak poszła matma?
-Ugh! Nie pytaj nawet!- krzyczy Aya- Co powiesz na zamianę mózgami? Mam dosyć mojej tępości.- wzdycha, po czym chowa twarz w dłoniach.
-Hej, nie jesteś tępa- zaprzecza- A jak chcesz, to znaczy... Jakbyś miała czas i ochotę, to... Chętnie bym... No wiesz, mogę Ci trochę pomóc z matmą...?- zaczynam głośno kaszleć, aby głośno się nie roześmiać. Usui-kun jest taki uroczy, kiedy rozmawia z Ayame.
-Jejku... Na prawdę?- dziewczyna nagle promienieje- Jesteś taki kochany!- rzuca mu się na szyję obdarzając go uściskiem, a ten zdziwiony go odwzajemnia, pomimo rumieńca pojawiającego się na jego twarzy. Tym razem nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem razem z Neko.
-Co was śmieszy?- prycha Ayame, odsuwając się od chłopaka, który rzuca nam lodowate spojrzenie- Ach... właśnie! Słyszałyście już? Podobno w szkole jest jakiś nowy typek, przyjechał z Tokyo. Czad, co nie? Tak swoją drogą, podobno jest całkiem przystojny.
-Przystojny?- pytam- Dobra, jeżeli na prawdę tak jest, to ja go sobie zajmuję, jasne?
-Coooo? Dlaczego akurat Ty?
-Bo Ty już masz ich wielu!!
-Haha, jasne! Niby kto?
-Na przykład... Usui!
-Co- spogląda zdziwiona na chłopaka, który jednocześnie stara się zabić mnie wzrokiem i unikać spojrzenia Ayame- Nie żartuj sobie, dobrze?!
~*~
Uff! Nareszcie koniec tych durnych egzaminów. Cóż, przynajmniej mam spokój przez cały kolejny semestr. Na szczęście poszło mi całkiem dobrze i mam nadzieję, że zajmę jakieś wysokie miejsce w rankingu uczniów. Ale dzisiaj mam zamiar nic nie robić. Należy mi się w końcu trochę odpoczynku. Obiecałam Ayame, że pójdziemy całą paczką do kina, ale Neko wpadła na genialny pomysł, aby zostawić ich samych. No cóż, w każdym razie życzę im powodzenia. Czy jestem jedyną osobą, która w życiu nie znajdzie sobie chłopaka? Tak, chy...
Ałć.
Wraz z bólem w okolicach pleców usłyszałam debilski śmiech jakiegoś pierwszoklasisty, który właśnie rzucił mnie śnieżką.
-Yamamoto!- krzyknęłam, gwałtownie się odwracając- Ty... ty...- podczas, kiedy szukałam poprawnego oreślenia na tak zaćmionego umysłowego dzieciaka, jak ten, zdążyłam dwa razy dostać śnieżką w twarz.- Tym razem pożałujesz!- uśmiecham się chytrze i biegnę w stronę niskiego rudzielca, który ze śmiechem rozpoczyna ucieczkę.
Moja pogoń nie trwa nawet minuty, a już udaje mi się zaliczyć pierwszą w tym roku glebę na lodzie. Nie, że coś, ale na prawdę okropna ze mnie łamaga. Potrafię przewracać się co krok. I ten cholerny posypany na chodnikach piasek nie pomaga!
Dzieciak nawet nie zauważa, że przestałam za nim podążać, i z głupkowatym krzykiem znika mi z oczu, pozostawiając mnie i moją bolącą kość ogonową samotnie.
-Och, widzę, że się opalasz?
Obracam głowę o 90 stopni. Nade mną stoi dosyć wysoki i dobrze zbudowany brunet, którego na moje nieszczęście miałam okazję już poznać. To ten sam chłopak, na którego wpadłam wczoraj podczas mojego tańca radości na śniegu!
-To znowu Ty! Śledzisz mnie, czy jak?!- staram się brzmieć groźnie, ale moja mina przypomina pewnie raczej coś w stylu "Jestem mały Bambi, nie strzelaj do mnie!".
-Oczywiście, nie mam ciekawszych rzeczy niż śledzenie twojej urokliwej osoby!- Boże, czy ten chłopak zawsze posługuje się sarkazmem?- No już, wstawaj, Bukiyona. [Bukiyona, jap. 不器用な- niezdara. *Przypomnienie autorskie*]
-Mógłbyś łaskawie tak mnie nie nazywać? Mam imię.- otrzepuję się z lodu.
-Cóż za niespotykane zjawisko. Mieszkasz niedaleko stąd?
-Dwie ulice, właściwie to na osiedlu Hana.
-W takim razie jesteś zmuszona do mojego towarzystwa. Też tak mieszkam, niedawno się wprowadziłem. A tak w ogóle, Bukiyona. Nic sobie nie zrobiłaś? To mi wyglądało na niezłą glebę.
-Cóż, jeżeli mam być szczera, strasznie boli mnie dupa.- na te słowa chłopak parska śmiechem.- Coś nie tak?
-Jesteś niepoprawna, Bukiyona.
-NIE NAZYWAJ MNIE BUKIYONA!
~*~ ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Ohayo, robaki! :3 No, tak jakby mamy za sobą część pierwszą. ;)
Rozdział dedykuję Dagmarze, która na niego wyczekuje od 696969 lat, oraz Magdzie Zimnickiej, która zmotywowała i dała wenę do pisania! ^.^
Pssst! Jeżeli trudno jest wam połapać się w bohaterach, zapraszam do zakładki, o tej, na górze ^
Aaa, no i nie zapomnijcie dodać się do obserwowanych!
Saku-san wa kaite iru.
czwartek, 26 grudnia 2013
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Prolog
Świąteczny nastrój. Wszędzie porozwieszane światełka, choinki upchnięte w miejscach, w których wcale nie powinny się znajdować, zakłopotani ludzie biegający po centrach handlowych z chęcią znalezienia idealnego prezentu. Aż się roi od sprzedawców próbujących wcisnąć Ci jakieś badziewie w ramach świątecznych promocji.Zamiast zdobyć się na rozważania na temat sensu naszej wiary oraz ludzkiego istnienia potrafimy jedynie zmusić się do przedwczesnego ubrania choinki oraz rozwieszenia (również przedwcześnie) lampek ozdabiających nasz dom. W zasadzie świąteczne ozdoby nie tylko przystrajają nasze ogródki, ale całe ulice miast.
Wy się tym zachwycacie, a ja tym po prostu rzygam.
Mam na imię Kei i nie jestem największym fanem tej całej komercji, potocznie nazywanej Świętami Bożego Narodzenia.
Kolejna przeprowadzka. To już chyba czwarta w tym roku! Mógłbym śmiało rzecz, że to już się staje rutyną.
Nowa szkoła. Nowe obowiązki. Nowi ludzie.
Jedyne, na co teraz zwracam uwagę, to nauka, co sprawia, że nawet nie mam czasu na wyjście na spacer z Oni, który ujada już z pół godziny pod drzwiami. Rzucanie papierowymi kulkami w tego potwora nic nie daje: jest wyraźnie zdeterminowany. Niech mi wszyscy dadzą święty spokój, bo nie ręczę za siebie. Zostały trzy dni do egzaminu semestralnego, a ja, reprezentantka szkoły we wschodniej Yokohamie, nie jestem w chwili obecnej pewna, ile to 2+2.Dodatkowo mam wrażenie, że w tym roku nauczyciele postanowili szczególnie się na mnie zemścić, bo tego materiału jest tyle, że nie zdążę nawet tego przekartkować do końca swojego marnego życia.
Znudzona spoglądam za okno, a moją uwagę przykuwają małe kryształki lodu na oknie. Odsłaniam nieco zasłonę, na zewnątrz jest wręcz biało. A ja do tej pory tego nie zauważyłam! Jak co roku zaczynam cieszyć się jak dziecko z pierwszego śniegu.
Spoglądam na okno, na zeszyt, jeszcze raz na okno i na zeszyt. Walczę z własnym sumieniem, ale w końcu wzdycham, poddając się i wybiegam razem z moim psem na ulicę. Mam na sobie jedynie kapcie i mało atrakcyjny szary dres, ale wcale nie jest mi zimno. Śmieję się i zaczynam obracać, czując, jak płatki śniegu opadają mi na twarz. Jak ja za tym tęskniłam...
Robię krok do tyłu, co powoduje, że zderzam się z czymś twardym i ciepłym i ślizgając się na świeżo zamarzniętym chodniku, tracę równowagę i upadam na tyłek. Na chwilę tracę świadomość, po czym potrząsam głową i spoglądam w górę, wprost na twarz chłopaka, który musiał być przyczyną mojej gleby.
Zauważam w nim coś niezwykłego. Nie jest to jego ubiór ani nawet fruzura. Oczy chłopaka całkowicie pozbawione są blasku. Są koloru kruczoczarnego, co sprawia, że wyglądają, jakby nie miały dna. Można by się było w nich po prostu zgubić.
-Do prawdy, naucz się używać mózgu.- wzdycha, jakby był nie wiadomo kim, ale uprzejmie podaje mi rękę i pomaga mi wstać. Nie powoduje to, że nie mam mu za złe dociekliwego komentarza.
-Ja chociaż go mam, ty...- staram się dobrze ubrać słowa, ale jedyne, co teraz chodzi mi po głowie, to kolor jego tęczówek. Jak to możliwe, że są aż tak czarne? Oh...
-Ty...?- patrzy na mnie uważnie, chcąc, abym dokończyła. Skupiam wzrok na jego nosie, aby uciec od oczu.
-Ty snobie- prycham.
-Wybacz mi, madame, ale ja przynajmniej nie mam na sobie kapci w temperaturze -15 C.
-Masz coś do moich kapci?!- spoglądam na nie i zdaje sobie sprawę, że sama coś do nich mam. Swoim kształtem przypominają dwa, puchate króliczki. Zauważam również, że chłopak trzyma w ręce papiery kwalifikacyjne z logiem szkoły we wschodniej Yohohamie.
-Mhm.- przechodzi obok mnie- Wesołych świąt życzę.- po chwili znika mi z pola widzenia.
Wy się tym zachwycacie, a ja tym po prostu rzygam.
Mam na imię Kei i nie jestem największym fanem tej całej komercji, potocznie nazywanej Świętami Bożego Narodzenia.
Kolejna przeprowadzka. To już chyba czwarta w tym roku! Mógłbym śmiało rzecz, że to już się staje rutyną.
Nowa szkoła. Nowe obowiązki. Nowi ludzie.
Jedyne, na co teraz zwracam uwagę, to nauka, co sprawia, że nawet nie mam czasu na wyjście na spacer z Oni, który ujada już z pół godziny pod drzwiami. Rzucanie papierowymi kulkami w tego potwora nic nie daje: jest wyraźnie zdeterminowany. Niech mi wszyscy dadzą święty spokój, bo nie ręczę za siebie. Zostały trzy dni do egzaminu semestralnego, a ja, reprezentantka szkoły we wschodniej Yokohamie, nie jestem w chwili obecnej pewna, ile to 2+2.Dodatkowo mam wrażenie, że w tym roku nauczyciele postanowili szczególnie się na mnie zemścić, bo tego materiału jest tyle, że nie zdążę nawet tego przekartkować do końca swojego marnego życia.
Znudzona spoglądam za okno, a moją uwagę przykuwają małe kryształki lodu na oknie. Odsłaniam nieco zasłonę, na zewnątrz jest wręcz biało. A ja do tej pory tego nie zauważyłam! Jak co roku zaczynam cieszyć się jak dziecko z pierwszego śniegu.
Spoglądam na okno, na zeszyt, jeszcze raz na okno i na zeszyt. Walczę z własnym sumieniem, ale w końcu wzdycham, poddając się i wybiegam razem z moim psem na ulicę. Mam na sobie jedynie kapcie i mało atrakcyjny szary dres, ale wcale nie jest mi zimno. Śmieję się i zaczynam obracać, czując, jak płatki śniegu opadają mi na twarz. Jak ja za tym tęskniłam...
Robię krok do tyłu, co powoduje, że zderzam się z czymś twardym i ciepłym i ślizgając się na świeżo zamarzniętym chodniku, tracę równowagę i upadam na tyłek. Na chwilę tracę świadomość, po czym potrząsam głową i spoglądam w górę, wprost na twarz chłopaka, który musiał być przyczyną mojej gleby.
Zauważam w nim coś niezwykłego. Nie jest to jego ubiór ani nawet fruzura. Oczy chłopaka całkowicie pozbawione są blasku. Są koloru kruczoczarnego, co sprawia, że wyglądają, jakby nie miały dna. Można by się było w nich po prostu zgubić.
-Do prawdy, naucz się używać mózgu.- wzdycha, jakby był nie wiadomo kim, ale uprzejmie podaje mi rękę i pomaga mi wstać. Nie powoduje to, że nie mam mu za złe dociekliwego komentarza.
-Ja chociaż go mam, ty...- staram się dobrze ubrać słowa, ale jedyne, co teraz chodzi mi po głowie, to kolor jego tęczówek. Jak to możliwe, że są aż tak czarne? Oh...
-Ty...?- patrzy na mnie uważnie, chcąc, abym dokończyła. Skupiam wzrok na jego nosie, aby uciec od oczu.
-Ty snobie- prycham.
-Wybacz mi, madame, ale ja przynajmniej nie mam na sobie kapci w temperaturze -15 C.
-Masz coś do moich kapci?!- spoglądam na nie i zdaje sobie sprawę, że sama coś do nich mam. Swoim kształtem przypominają dwa, puchate króliczki. Zauważam również, że chłopak trzyma w ręce papiery kwalifikacyjne z logiem szkoły we wschodniej Yohohamie.
-Mhm.- przechodzi obok mnie- Wesołych świąt życzę.- po chwili znika mi z pola widzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)